„40 GR POCZTA POLSKA” na rosyjskim znaczku. Ślad po czasach, gdy Grodno przechodziło z rąk do rąk

Na małym, zniszczonym znaczku pocztowym widać ślady burzliwej historii tego miasta. Początkowo był to rosyjski znaczek, ale później ktoś naniósł na niego polski nadruk „40 GR POCZTA POLSKA”. Jakby tego było mało, na odwrocie widnieje jeszcze niemiecki napis „V.P. Grodno”. Ten filatelistyczny rarytas przypomina o burzliwym okresie po I wojnie światowej, gdy Grodzieńszczyzna przechodziła z rąk do rąk.

Historię znaczków opisują białoruskie czasopismo historyczne „Korona Witolda” oraz kanał Telegramowy Hrodna 11:27.

Znaczki, których nie chciała polska poczta

W kwietniu 1919 roku niemieckie wojska opuszczały Grodno, a do miasta wkraczały oddziały polskie. Zmiana władzy nie nastąpiła jednak od razu — część obiektów, w tym kolej, nadal pozostawała pod kontrolą Niemców.

Grodno, 1919 rok: rosyjskie znaczki z polskimi i niemieckimi nadrukami


26 kwietnia miejscowi Polacy przygotowali własną emisję znaczków. Na rosyjskich znaczkach oraz jednym znaczku ukraińskim umieszczono nadruk „40 GR POCZTA POLSKA”. Polska poczta polowa nie przyjęła ich jednak do użytku, ponieważ z Warszawy miały wkrótce dotrzeć oficjalne polskie znaczki.

Zainteresował się nimi natomiast niemiecki oficer łączności, porucznik Bauer. Odkupił znaczki i zaczął wykorzystywać je do opłacania listów wysyłanych do Niemiec przez Suwałki. Dodał też własny nadruk „V.P. Grodno”, będący skrótem od niemieckiej nazwy poczty łączności.

Choć wojska niemieckie opuściły Grodno w kwietniu, niemiecka poczta łączności działała jeszcze do drugiej połowy czerwca 1919 roku. Właśnie przez ten krótki okres używano niezwykłych znaczków z trzema warstwami historii.

Grodno na pocztówce z około 1915 roku


W Grodnie działała również poczta litewska

Grodno było wówczas ważnym węzłem kolejowym i punktem, przez który niemieckie wojska wracały do ojczyzny. Funkcjonowała tam niemiecka poczta polowa, ale nie tylko ona.

30 grudnia 1918 roku otwarto w mieście litewską placówkę pocztową. Jej kierownik, Dmitrij Artiomjewas, przywiózł pierwsze litewskie znaczki z Wilna. Początkowo kasowano je prostym stemplem „Grodno”, który już 3 stycznia 1919 roku zastąpiono okrągłym stemplem w kolorze fioletowym.

Co ciekawe, litewskiej poczcie pomagali niemieccy wojskowi listonosze. Przyjmowali korespondencję i przesyłali ją za pośrednictwem własnej sieci poczty polowej, a niekiedy stemplowali litewskie listy niemieckimi datownikami.

W jednym mieście współistniały więc różne systemy pocztowe, a niemiecka administracja wojskowa nadal działała, mimo że do Grodna wkraczały już wojska polskie.

Pastor, który znał tajemnice znaczków

Jednym z najważniejszych świadków historii tej emisji był Adolf Oswald Plamsch, pastor grodzieńskiego kościoła luterańskiego, a zarazem znany filatelista i handlarz znaczkami.

Według niemieckiego katalogu filatelistycznego Michel oraz informacji opublikowanych przez Plamscha w 1921 roku wydrukowano po 100 znaczków każdego z pięciu podstawowych wariantów.

Pastor rozmawiał z porucznikiem Bauerem i ustalił, że niemiecki oficer oznaczał znaczki ręcznie, wpisując na nich pierwszą literę swojego nazwiska. Polskie nadruki wykonywano natomiast za pomocą mosiężnej pieczęci, która zachowała się w grodzieńskim magistracie.

Adolf Oswald Plamsch


Plamsch sam wzbudzał jednak kontrowersje. Choć był cenionym ekspertem i w 1938 roku otrzymał złoty medal na wystawie w Warszawie, podejrzewano go o fałszowanie rzadkich znaczków. Historyk i twórca grodzieńskiego muzeum Józef Jodkowski uważał, że pastor mógł podrobić właśnie serię z nadrukiem „V.P. Grodno”. Pojawiały się również podejrzenia o jego kontakty z niemieckim wywiadem.

Znaczki warte tysiące dolarów

Ponad połowę grodzieńskich znaczków wykorzystano do opłacania przesyłek, ale większość kopert nie przetrwała do naszych czasów.

Dziś kolekcjonerzy szczególnie cenią rzadkie warianty nadruków, na przykład odwrócone, obrócone o 90 stopni lub podwójne. Jeden z bloków czterech znaczków wystawiono na aukcji za 9000 dolarów, jednak nie znalazł nabywcy. Podobny blok sprzedano w 2021 roku za 5500 dolarów.

Ze względu na wysoką wartość kolekcjonerską znaczki te są również przedmiotem fałszerstw. Dlatego autentyczne egzemplarze często sprzedaje się wraz z ekspertyzami.

Trudno przypuszczać, by Polacy z Grodna i niemiecki porucznik Bauer zdawali sobie sprawę, że ich niewielka inicjatywa z kwietnia 1919 roku stanie się kiedyś filatelistyczną rzadkością. Gdyby przewidzieli przyszłą wartość tych znaczków, być może zachowaliby ich więcej dla potomnych. Dziś kilka takich bloków mogłoby wystarczyć na zakup samochodu.


Na podst. hrodna.life, karonavitauta.org


Komentarze